piątek, 23 maja 2014

Rozdział Drugi


   Nie wiem, co miałam myśleć. Ten chłopak jest.. Przerażający. Złapałam się za serce i głośno westchnęłam. Jeszcze raz uśmiechnął się i odjechał samochodem. Przeszłam nadal wystraszona przez ulicę, ale potem całkowicie się rozluźniłam. Przecież to tylko przypadek, że spotkałam go na środku ulicy. Chociaż.. Nie bardzo się do tego przekonywałam. Ale nie ważne. Kiedy zorientowałam się, w jakim miejscu jestem wyjęłam klucz i otworzyłam apartament. Na przeciwko zobaczyłam moją przyjaciółkę, która wchodziła po schodach i stała tyłem. Na palcach podeszłam a za sekundkę trzymałam jej ramiona. Odskoczyła jak sparaliżowana. Zaczęłam ją uspokajać głaszcząc jej włosy.
- Shh, spokojnie, to tylko ja - Zapewniłam ją z uśmiechem przyklejonym do ust.
- I co się tak szczerzysz? - Założyła ręce na piersi i jak małe dziecko tupnęła nogą. Ach no tak, my cały czas zachowujemy się jak małe dzieci.

Justin POV
   Gdy tylko zobaczyłem Suz, serce szybciej mi zabiło a moje nogi zadecydowały przyspieszyć. Nagle mój samochód stał dosłownie naprzeciwko dziewczyny. Otworzyłem okno i podniosłem jedną ręką czarne okulary. Uśmiechnąłem się.
- Obiecałem, że jeszcze się spotkamy. - Mrugnąłem lewym okiem i zaśmiałem się szyderczo. Dziewczyna stała jak wryta, a ja odjechałem. No, Justin nieźle nieźle Ci idzie. Zaraz skończycie w łóżku. Walnąłem się w twarz kiedy w tę sposób pomyślałem. Nie, nie mam panienek na jedną noc. Czekam na miłość już od sporego czasu, i nie chcę iść do łóżka z nawet nie znaną mi dziewczyną. Zapaliłem papierosa, a potem wystawiłem rękę za samochód. Wziąłem kilka buchów, a końcówkę wyrzuciłem za samochód. Obojętnym wzrokiem spojrzałem na samochód, który jechał za mną cały czas, jakby miał zamiar mnie śledzić. Kpiąco pokręciłem przecząco głową i przyspieszyłem. W pewnym momencie zdążyłem zgubić tamtejszego pedała, i zawróciłem do domu.
   W jednym z momentów wstrzymałem oddech. Mam astmę. Wszyscy zabraniali mi palić papierosy, ponieważ były szanse, że mogłem się udusić. Ale ja, Justin Bieber, chłopak bez zasad.. Oczywiście mówię kpiąco, chodź w pełni się z tym zgadzam. Nie przynudzam. Zacząłem powoli krzstusić się dymem papierosowym, wypuszczając przy tym z ręki papierosa. Złapałem się za parapet, próbując uspokoić oddech. Było trudno mi wszystko wyrównać. Dusząc się, ponieważ te krztuszenie się nasiliło, poszedłem po szklankę wody. Niespokojnie wziąłem łyka. Kiedy czułem, że wszystko jest w porządku, podszedłem do lustra, które znajdowało się przy schodach. Spojrzałem w swoje odbicie. Oczy były w kolorze krwi, a włosy całe potargane. Nie, to nie mój pierwszy atak astmy. Ale byłem przyzwyczajony objawami tej alergii.
   Wyjąłem z tylnej kieszeni adres zamieszkania Suzan, który był zapisany na kartce. Wziąłem telefon, i kluczyki do samochodu. Nie zapomniałem o paczce papierosów. Włączając silnik poczułem w kieszeni lekkie wibracje. Odebrałem połączenie.
- Halo, Mark? - Wywróciłem oczami. Nienawidziłem tego debila, mordował ludzi i należał do mafii. Coś mu się pomyliło, i uważa, że ja też do niej należę, co jest nie prawdą. Nie lubię patrzeć na cierpienie drugiego człowieka.
- Już się zdecydowałeś? Wykupujesz burdel? - Zaproponowałem a ja wytrzeszczyłem oczy.
- Swędzi Cię coś. - Zaśmiałem się przez telefon. - Tobie chyba numery się pomyliły.
- Nie to pytanie. Zająłeś się Suzanne? - Miałem ochotę solidnie mu dowalić.
- Daj mi spokój, nikogo nie będę mordował.- Zadecydowałem rozłączając się. Zauważyłem, że byłem już na oczekiwanym miejscu, ponieważ dom dziewczyny znajdował się nie daleko. Wcisnąłem dzwonek do drzwi, a między chichotami pojawiła się dziewczyna. Nałożyłem na nos okulary opierając się łokciem o ramę drzwi. Po chwili otworzyła mi uśmiechnięta brunetka, a na mój widok zrzędła jej mina. Opuściła głowę a jedno z pasem schowała za ucho.
- Witaj piękna. - Wymruczałem mrugając do niej, czego nie zauważyła przez okulary.
- Justin.. - Szepnęła unosząc głowę. Uśmiechnęła się po chwili, zakładając ręce na piersi. - Powiesz mi, skąd wiesz, gdzie mieszkam? - Jej głos po chwili zaczął drżeć, a ja zacząłem ją uspokajać.
- Shh, nic Ci nie zrobię, obiecuję. - Westchnąłem, a po chwili odsunąłem się pragnąłem jej dotyku, ale wiem, że to nie dopuszczalne.

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz