Truchtem szłam do sklepu po bułki i dżem, ponieważ los poprowadził to w tę sposób, że co sekundę coraz bardziej czułam głód. Kiedy już kupiłam produkty, wróciłam do domu. Zaczęłam robić kanapki, kiedy mój telefon zaczął dzwonić. Jednym kliknięciem odebrałam. Była to Ana, moja przyjaciółka. Ana była porządną dziewczyną z bogatej rodziny, i jest jedynaczką. Zawsze w gorącej wodzie kąpana. Jest piękną blondynką z zadbanymi włosami. No i ma chłopaka.. Którego ja niestety nie mam. Jak na nią przystało, nigdy się nie witała.
- Może pójdziemy wieczorem do klubu? - Miałam myśli, żeby leniwie spędzić dzień w dresach, ale nie udałoby mi się wymigać z tej imprezy. Nawet jej pragnęłam.
- Wiesz, muszę się rozluźnić. Nawet dobrze na to wyjdzie. No dobrze, gdzie się spotykamy?
- Hmm.. Może być u mnie, dobrze? - Zaproponowała a ja przygryzłam dolną wargę i przytaknęłam. - Niech będzie.. Osiemnasta. Idzie się tam godzinę, więc tak będzie w porządku.
- Okej, to do wieczora. - Rozłączyłam się. Wzięłam bułkę w rękę, i przysiadłam do telewizora. Spojrzałam na zegarek na lewym nadgarstku. Była godzina czternasta, a ja dopiero rozpoczynam dzień śniadaniem.. Poszłam na drugie piętro zaopatrzyć się w moją głęboką szafę, żeby ubrać się w coś miarę porządnego. Wygrzebałam beżowe spodnie, i luźną bluzkę. Usiadłam na łóżku, i ciężko się położyłam. Odetchnęłam z ulgą. Wykąpałam się dokładnie. Następnie Nałożyłam na twarz podkład i zrobiłam kreski eye-linerem i się ubrałam. Włosy rozpuściłam. Spojrzałam leniwie na zegarek, a krótsza wskazówka wskazywała na godzinę 17, zaś dłuższa na 49. Pozostało tylko czekać. Użyłam perfum, i poszłam na dół poszukać odpowiednich butów. Wybrałam najzwyklejsze trampki. Droga do Any zajęła mi 20 minut. Pocałowałam ją w policzek, a potem wsiadłam do śnieżnobiałego ferrari.
Staliśmy przed klubem. Było setki ludzi. Połowa się przepychała, ale my stałyśmy uczciwie. Udało nam się wcześniej przyjechać, więc w kolejce byliśmy wystarczająco blisko. Stało przed nami zaledwie 5 osób. Jest! W końcu znaleźliśmy się w środku klubu. Było naprawdę.. Wiele ludzi. Nie umiałam tego inaczej zastąpić.
Wybraliśmy się razem z blondynką koło blatu, żeby zamówić napoje. Nie usłyszałam nazw drinków które podawała moja przyjaciółka. Nie wiem jak to wytłumaczyć..
Moją uwagę przykuł brunet z całą ręką w tatuażach. Był zabójczo przystojny. Miał mleczno czekoladowe oczy, a usta były podniesione do góry co pewien czas. Siedział przy stoliku a wzrok miał wbity w telefon.
Przebudziłam się dopiero w momencie, kiedy Ana machała mi ręką przed twarzą. Ocknęłam się natychmiastowo, jakby ta sytuacja wcale nie zaistniała.
- Wytłumaczysz mi, czy coś się stało? - Złapała mnie za ramiona i chwile mną trzęsła. Ugryzłam wnętrze policzka i zdenerwowana się sprzeciwiłam.
- Nic się nie stało. Po prostu przypomniało mi się, że miałam zapłacić za rachunki. Nic wielkiego, zdążę to zrobić. - Zapewniłam ją jednocześnie kłamiąc.
- No dobrze, niech będzie że Ci wierzę. Ale jakby coś, to mów. - Powiedziała jakby była zmartwiona. Gdybym jej nie znała, tak bym raczej myślała, ale ona miała to za przeproszeniem w dupie.
Upłynęło kilka długich godzin, a ten chłopak poprosił mnie do tańca. Zarumieniłam się, i przyjęłam propozycję. Piosenka minęła, gdyby było to tylko kilka sekund, a potem usiedliśmy razem do jednego stolika.
- Zdradzisz mi swoje imię? - Jest pewnie tak samo piękne, jak ty. Byłam zaciekawiona. Próbowałam z jego twarzy wyczytać jakieś emocje, ale nie było to wykonalne. Nie wiem, jak on to robił.
- Justin. - Uśmiechnął się ponownie a potem twarz stała się tak samo obojętna jak wcześniej. - A ty? Powiesz mi swoje imię?
- Nie chcę go mówić, ale niech Ci będzie. Suzanne. - Przyznałam się. On nic nie odpowiedział. Jest tak niebezpiecznie blisko, pragnę go dotknąć. Była godzina 3 nad ranem. - Wiesz co, muszę już iść. Było miło.
- Jeszcze się spotkamy. -Szepnął w moją stronę. Zmarszczył czoło i przejechał dłonią po mojej, po czym odszedł. Przeszedł przeze mnie dreszcz przyjemności. Był taki tajemniczy. I.. Bardzo się przestraszyłam. Ale nie wiem dlaczego, miałam do niego zaufanie. Byłam pewna, że nie zrobiłby mi krzywdy, nie wiem dlaczego. Złapałam w oddali wzrokiem Anę, i szybko do niej pobiegłam.
- Śpisz dzisiaj u mnie? - Zapytałam się wychodząc z klubu.
- Okej, dobry pomysł. - Odpowiedziała swoim delikatnym głosem biorąc pasmo włosów za ucho. Powędrowaliśmy do mnie do mieszkania spokojnie, a potem zasnęliśmy.
Obudziłam się sięgając po telefon. W oddali słońce przebijało cienką, błękitną firankę. Spojrzałam na zegarek przeciągając lewą ręką po pościeli. Była godzina 10;15. Postanowiłam iść po tosty, żeby zrobić grzanki z serem. Ubrałam się jak na razie w szary dres i wzięłam portfel. Kupiłam ser i tosty, i truchtem wróciłam. Zwolniłam koło ulicy. Przejeżdżający samochód zatrzymał się na środku ulicy. Mężczyzna otworzył okno i podniósł czarne okulary. Uśmiechnął się.
- Obiecałem, że jeszcze się spotkamy. - Mrugnął lewym okiem i zaśmiał się szyderczo. Byłam zszokowana.
Witam Cię serdecznie! O to obiecany rozdział, początkowy, więc wydaje się, że jest krótki.
Nie wiem czy ciekawe, mało mi się tu szczerze podoba, ale mam nadzieję, że chociaż was zadowala.
Jeny, mam do przeczytania 2 blogi o Justinie, w dodatku zaczynam pisać ten cholerny rozdział 2.
Nie chcę, żebyście czekali kilka wieków.
I to tak naprawdę tyle, bo nie wiem czym się chwalić. Że dostałam 5 plakatów Justina? Raczej nie.
Do zobaczyska, całuję.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz